Wielkanoc
W koszyczku święte jajka, każde świętsze od sąsiada,
choć dzień wcześniej przy promocji była o nie wielka zwada.
Kiełbasisko dumne leży, tłuszczem błyszczy jak kazanie,
post się skończył, więc już mogę wsunąć je na śniadanie.
Baran z cukru patrzy krzywo, jakby wiedział, co się święci,
że go szybko zjedzą, bo dzieciarnię bardzo nęci.
Mazurek się rozpływa, lukier pęka z nadmiaru,
kaloriami nas karmi, bezwstydnie, bez umiaru.
Pan poświęca koszyk wielki, choć w nim głównie dekoracje,
musi zaprezentować bogactwa swego demonstracje.
Pani wzdycha nad sałatką: „Tradycja, trzeba harować”,
a pół dnia ją potem wciska, by niczego nie zmarnować.
W poniedziałek wielkie plany, każdy z wiadrem się zaczaja,
ciotka Zosia , ale jaja, bo oblanie sąsiadki radośnie ją nastraja,
Wujek Stefan już gotowy, stoi z uśmiechniętą miną,
lecz po chwili sam oblany, los bywa czasem kpiną.
więcej farszu niż refleksji, za to stoły zawsze tłuste.
Tak ta Wielkanoc upływa, trochę święcie, trochę śmiesznie,
a jedząc zbyt dużo, tylko można cierpieć boleśnie.
Z notatnika koleżanki N
Z okazji Świąt życzę:
aby smakowała biała kiełbasa i żurek,
kolorowe jajeczka i mazurek,
szynki, schaby i inne pieczyste,
serniki i babki puszyste,
zajączki i kurki marcepanowe
i cytrusy bardzo zdrowe,
i aby wszystko grało,
a brzucho z przejedzenia nie bolało.
Obrazy i zdjęcia z internetu
żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone


