Monolog Pacjenta Obywatela
Płaciłem składki. Uczciwie. Latami.
Jak obywatel, co wierzył, że sens jakiś jest.
Kreowaliście konferencje, strategie i plany,
a mnie zostawiliście numerek i stres.
Kiedy byłem zdrowy, byłem potrzebny.
Mój przelew wpływał punktualnie co miesiąc.
Wtedy system mnie kochał.
Cichy sponsor nie przeszkadzał.
Wystarczyło zachorować.
Nagle stałem się problemem organizacyjnym.
Kosztem. Statystyką.
Nadmiernym obciążeniem procedur.
W telewizji ciągle słyszę:
„Lekarze odchodzą”,
„Brakuje pieniędzy”,
„Sytuacja jest dramatyczna”.
A ja mam jedno pytanie:
To po co ja płacę od czterdziestu lat?
Żeby usłyszeć:
„Najbliższy termin? Marzec… za dwa lata”.
Nie chcę złotych klamek.
Nie chcę czerwonych dywanów.
Chcę leczenia.
Normalnego. Ludzkiego. Na czas.
W tym teatrze pacjent jest jak statysta,
ma leżeć cicho i nie psuć scenariusza.
Główną rolę gra lekarz, bo on to artysta,
a losem pacjenta nikt się nie wzrusza.
Z notatnika koleżanki N
Obrazy, zdjęcia i muzyka z Internetu
żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz