Mistrzowie kłamliwej retoryki
W polityce kłamstwo kwitnie jak chwast, którego nikt nie plewi, rośnie samo,
a polityk, gdy je podlewa, myśli, że to ogród mądrości, nie śmietnik złudzeń,
wrzuca obietnice jak śrubki do maszyny, co dawno stoi na chodzie bez ramion
i dziwi się później, że lud ma dość teatru, gdzie każda rola to stek perfidnych złudzeń.
Tu każdy jest mistrzem retoryki, dopóki nie trzeba zrobić czegokolwiek w realu.
Bo wtedy nagle cisza, jakby mikrofon zgasł, a pamięć wraz z nim,
najpierw wrzeszczą o wartościach, pakując je w slogany jak w torby z odpadami z baru,
a gdy przychodzi czas działania, robią unik szybciej niż kot przed atakiem psim.
W studiach telewizyjnych grają role zbawców, choć bliżej im do kuglarzy na odpuście.
Co w trzy sekundy wyczarują zniknięcie faktów, jeśli te psują ich narrację.
Wystarczy iskra krytyki, już palą mosty, językiem plują jak z rynsztoka w rozpuście,
bo w politycznym cyrku najbardziej cenią sztukę: zamień porażkę w prezentację.
Gdy złapią ich na kłamstwie, mówią: „to nie ja, to oni, to wy, to mem”,
aż człowiek nie wie, czy śmiać się, czy płakać nad tą farsą bez końca.
Mają tysiąc wykrętów, sto min, pięćset wymówek i jeden cel: utrzymać się tam, gdzie jest tlen,
choć w ich świecie tlenem jest gadka, a prawdę trzymają w sejfie jak przeterminowanego zająca.
Tych bredni słuchać się już nie da,
prawdy pragniemy jak błękitnego nieba, powietrza i chleba.
Z notatnika koleżanki N
Obrazy, zdjęcia i muzyka z Internetu
żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz