Magiel na Wiejskiej
Na sali, co miała być głosem narodu,
urządzili targowisko własnego zawodu.
Zamiast słów o przyszłości, pyskówki bez końca,
aż wstyd patrzeć, jak gaśnie ukryty blask słońca.
Jedni drugim z zapałem błotem się ciskają,
a potem przed kamerą cnotę odgrywają.
Krzyk zagłusza argument, kpina goni kpinę,
jakby honor oddano za chwilową sławę i winę.
Sejm miał być miejscem prawa, rozwagi i ogłady,
nie areną dla pychy i jałowej zwady.
Nie maglem plotek, wrzasku i taniej sensacji,
lecz domem odpowiedzialnej reprezentacji.
Za kulisami szepty, układy i cienie,
gdzie interes zbyt często dusi sumienie.
Nie trzeba ciemnych zaułków ani maski zła,
gdy cynizm w świetle kamer bez wstydu się pcha.
A przecież mandat nie jest prywatnym tronem
ani biletem do życia ponad zwykłym domem.
To dług wobec ludzi, którzy zaufali wam,
nie po to, byście grali spektakl pełen dram.
Więc zejdźcie z tej sceny pełnej pustych gestów,
zanim zaufanie rozsypie się bez reszty.
Bo naród pamięta dłużej niż sondażowa sława
i kiedyś wystawi rachunek, i skończą się brawa.
Z notatnika koleżanki N
Obrazy, zdjęcia i muzyka z Internetu
żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone


