piątek, 16 października 2026

Burmistrz Suchej Dziury


 Burmistrz Suchej Dziury


W miasteczku zwanym Sucha Dziura
burmistrz miał wąsiska jak u szczura.
Codziennie prężył się na rynku,
krzycząc: Porządek! Koniec spoczynku!

Kazał malować trawę w pasy,
by bardziej modne były czasy.
Gołębiom wlepiał mandaty,
bo brudzą pomnik demokraty.

Straż miejska łapała koty,
bo robiły rzekomo niecne psoty.
A urząd wydał trzy ustawy:
Zakaz siorbania głośno kawy!

Lud szemrał cicho przy piekarni:
Nie możemy być aż tak bezradni…
A burmistrz, dumny niczym paw,
domagał się wciąż nowych praw.

Aż w pewną środę o poranku,
wpadł pan kontroler jak do banku.
Przejrzał dokument, spojrzał w twarz
i spytał krótko: Pan tu… aż?

Oczywiście! Rządzę od lat sześciu!
Mam order, fotel i pięć teściów!
Kontroler westchnął, wyjął teczkę:
Tu jest pomyłka, tu macie rzeczkę.

Bo według map i wszystkich planów
ta wieś od roku jest zalaną,
a dno jeziora strefą ciszy.
Pan mówi do karasi i myszy.

Burmistrz zbladł, spojrzał na swe włości,
a tam nie było już ludzkości.
Na rynku, pod fontanną starą,
siedziały kaczki ze swą gitarą.

I jedna rzekła z wielką gracją:
Wybrałyśmy pana kaczą racją.
Bo między nami, drogi panie,
u ludzi trudniej o takie gadanie.

Burmistrz zbladł, lecz zaraz potem
huknął gniewnie: To sabotaż z błotem!
Fake news! Manipulacja złego ducha!
Sucha Dziura zawsze była sucha!

Te mapy kłamią! Woda jest lewa!
A kontroler pewnie z obcego drzewa!
Tu naród ze mną! Mandat mój święty!
– krzyczał, brodząc po pas w odmęty.

I tylko kaczki przy starej tamie
kwakały cicho na wodnej bramie:
Nieważne, czy tonie wieś, czy kraj,
byle w przemówieniu zgadzał się slajd.

W końcu burmistrz zebrał myśli
I nową strategię szybko wymyślił.
Poprawił krawat, chrząknął śmiało
i rzekł: To wszystko tak być miało!

To nie powódź, a program rozwoju!
Nowa strategia miasta w pokoju.
Turystyka! Łódki! Natura!
Tak się dziś rządzi, Sucha Dziura!

Bo kiedy inni budują mury,
my rozwijamy sektor natury.
Miasto pod wodą – trend europejski!
Ekologiczny i bardzo miejski!

Tu będzie molo, tam konferencje,
a w trzcinach strefy i licencje.
Już mamy hasło, logo i granty,
i w prasie lokalnej trzy warianty.

I zarządził bez chwili zwłoki
spis ryb i podatek od zatoki.
Karasie szepnęły: Od nas wara!
i popłynęły w stronę moczara.

Kontroler spojrzał spod rzęs
i spytał, czy w tym jest sens.
Od roku nikt się tu nie skarży,
każdy na dnie o sukcesie marzy.

Wiatr tylko świstał, noc już zapada,
słychać, jak dalej burmistrz gada
do karpi, trzcin i starej boi,
co już od dawna niczego się nie boi.

A kaczka spod zalanego biurka,
Rzekła, strzepując wodę z piórka:
U ludzi to piękna jest tradycja,
gdy sensu brakuje, rządzi ambicja.

Z notatnika koleżanki N 





 Obrazy, zdjęcia i muzyka z Internetu
żadne naruszenia praw autorskich nie są zamierzone

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz